Ukrainian English

CZUŁY ZABÓJCA Z CIĘŻKĄ AMUNICJĄ - O DEBIUTANCKIM TOMIE OPOWIADAŃ ANDRIJA LUBKI SŁÓW KILKA

17 травня 2014
Новини

CZUŁY ZABÓJCA Z CIĘŻKĄ AMUNICJĄ - O DEBIUTANCKIM TOMIE OPOWIADAŃ ANDRIJA LUBKI SŁÓW KILKA

 

Dezydery Barłowski

image

 źródło fot.: PORTLITERACKI.PL

Literatura bywa kapryśna. Literatura bywa niesforna i często opiera się czytelnikowi. Nierzadko, wybierając dzieło z księgarnianej półki, spodziewamy się wartkiej akcji, dużej ilości trupów oraz nieprzebranych strumieni krwi, które od czasu do czasu mieszają się z potokami spermy. Standardowe „sex & przemoc” – choć raczej się tego wstydzimy – zawsze jest w cenie. Po prozatorskim debiucie młodego, odważnego, wręcz aroganckiego poety z Ukrainy (a konkretnie z jej „bałkańskiej” – gorącokrwistej – części: Zakarpacia) można się było spodziewać właśnie takiej konwencji. I w ostatecznym rozrachunku… ów „sex & przemoc” w „Killerze” dostajemy, lecz jest on zdecydowanie gdzieś z boku, gdzieś w literackim tle. Gdyż w trakcie lektury na pierwszy plan wysuwa się zupełnie coś innego; coś pikantnego, a zarazem subtelnego; coś z gracją i nielekkością, co faktycznie potrafi przybić czytelnika do twardych kartek „Killera”;  coś – co daje ten klimatyczny polot krótkiej prozie;  coś – o czym właśnie chciałbym tu opowiedzieć.

Poezja na prozatorskim stelażu

Przed premierą „Killera” (przetłumaczonego przez samego Bohdana Zadurę) polscy czytelnicy mogli poznać twórczość Andrija Lubki przede wszystkim w antologii ukraińskiej nowej poezji z translacjami Anety Kamińskiej. Natomiast przed polskim tłumaczeniem niniejszego zbioru na rodzimym rynku poeta egzystował już jako twórca: trzech tomów wierszy, przekładów poezji obcej na język ukraiński, licznych tekstów publicystycznych oraz opisywanej tu książki. Kilka tygodni temu wydał zbiór esejów Спати з жінками, którego cały nakład został sprzedany zaraz po premierze (a był to nakład całkiem spory). Trzeba przyznać, że jak na dwudziestosześcioletniego pisarza, jego dorobek jest dosyć pokaźny.

Wiersze Lubki, z którymi miałem okazję zapoznać się przed przeczytaniem „Killera”, robiły na mnie raczej pozytywne wrażenie. Można powiedzieć, iż wpisywały się w rytm nowej poezji ukraińskiej spod znaku Andruchowycza czy Żadana. Jednak liryka Lubki zawsze posiadała pewien swoisty ekspresjonistyczno-romantyczny naddatek. I właśnie ten specyficzny element ukraiński poeta przemyca już na pierwsze stronach swojej prozatorskiej książki.

            Wszystkie twoje niezliczone i nieskończone tatuaże, których nie było, wszystkie twoje spojrzenia, płonące i pożądliwe, wszystkie twoje głosy i oddechy, całą moja muzyka w odtwarzaczu, cały wszechświat w twojej torebce – chaotyczny, sympatyczny, nasze żółte słońce i pachnące kwiaty, wszystkie twoje zagubione kolczyki i moje pogryzione plecy (…)

Takim rozbudowanym ciągiem sentymentalnych epitetów Lubka wprowadza nas w krainę swojej prozy, a zarazem w przestrzeń literacką pierwszego opowiadania „How I spent my summer”. I właśnie ten tekst już na wstępie powinien zaczarować czytelnika. Narrator snuje swoją opowieść w tak subtelny sposób, że odbiorca może na własnym ciele poczuć wilgotne powietrze znad południowej Italii, o którym jest tam mowa. Lecz nie ma tu przepychu, nie ma niepotrzebnego napompowania. Wszystko zostało dokładnie, emocjonalnie wyważone.

Opowiadanie „How I spent my summer” lawiruje na granicy sennych marzeń i szaro-brutalnej rzeczywistości, a wszystko to w cieniu namiętnego romansu. Choć wiele osób zapewne by się ze mną spierało, to osobiście uważam te opowiadanie za najlepsze spośród całej wielobarwnej gamy tekstów „Killera”.

image

 źródło fot.: BIUROLITERACKIE.PL

Kolejny utwór „Podwójne morderstwo koło użhorodzkiego akademika” pokazuje nieco inną odsłonę pisarstwa Lubki. Odsłonę, która, prawdę powiedziawszy, podoba mi się najmniej. Bo gdybym miał jakoś pogrupować opowiadania zawarte w „Killerze”, to zdecydowanie na samym końcu wymieniłbym te teksty, w których narrator staje się prawdziwym, zawodowym mordercą. Zabijanie u Lubki jest zazwyczaj czymś „po prostu”. Choć motywacja jest rozbudowana, a wejście na drogę zbrodni czasami stanowi decydujący element utworu, to samo zabicie człowieka przedstawiane jest raczej zdawkowo. Brak konkretnych ilustracji psychiki zabójcy czy przejmujących opisów samego aktu morderstwa. Może to dlatego, że tytułowy „Killer” jest niedoświadczony w swoim fachu i póki co zadaje śmiertelne ciosy nożem „z automatu”?

Powyższe niedoskonałości w opisie trochę zachwiały moim pozytywnym odbiorem w trakcie lektury. Jednak narrator rekompensuje się w stu procentach cały bogactwem obrazów skrajnych stanów emocjonalnych – głównie tych związanych z zauroczeniem, miłością, pociągiem seksualnym, tęsknotą oraz odrzuceniem. Lubka idealnie potrafi wyłowić te „mikrouczucia”, które w sposób najbardziej wymowny oraz niebanalny charakteryzują ludzkie wnętrze. A przy okazji ubiera je w takie słowa, że czytelnik wraz z narratorem odczuwa radość zakochania, żar pożądania, ból złamanego serca czy też smutek porzucenia.

Nieimprowizowana improwizacja

Improwizacja – to słowo w prozatorskim dziele Andrija Lubki pojawia się kilka razy. I zdecydowanie ukraiński poeta nie użył tego słowa przez przypadek. Bo owe słowo dosyć wygodnie wpasowuje się w płaszczyznę słowa „koncept”, które w „Killerze” zostało bardzo rozmyślnie ukryte.

Zdaniem wielu, dobre opowiadanie powinno zwodzić czytelnika, oszukiwać go, mydlić mu oczy i na samym końcu tak wprawić w osłupienie, zdenerwowanie, „szok”, że chciałoby się rzucić książką o ścianę. Co do pierwszego założenia, to Lubka spisał się naprawdę przyzwoicie.

Wprowadzając czytelnika w tok opowieści, narrator często sięga po stwierdzenia, w których ukazuje swój „niezobowiązujący”, „luźny” stosunek do odbiorcy. Niby to zaczyna opowiadać z łaski, niby zaczyna swoje wywody „ot takimi sobie” przemyśleniami. Czytelnik „wchodzi w historię” poniekąd banalną, a podczas przewracania kolejnych stron staje się widzem niecodziennych, smakowitych sytuacji – po prostu wsiąka w  tę  a t m o s f e r ę.

Można tu zarzucać, że w niektórych opowiadaniach narrator serwuje nam rozwiązanie na długo przez zakończeniem tekstu, jednak swoisty klimat opowieści doprowadzony jest do ostatniej kropki, a nawet ciągnie się jeszcze dalej…

Właśnie dlatego „improwizacja” tu świetnie pasuje, bo te opowiadania są lekkie, jakby wymyślane na poczekaniu. I chce się ich słuchać, chce się usiąść przy ognisku i czekać na ciąg dalszy. Bo w typowo gawędowej konwencji również znajdziemy tu kilka tekstów. Tekstów, które są również mocnym punktem „Killera”.

Lubka opowiadać potrafi i w kilku miejscach przemienia się w rubasznego gawędziarza, który zabawia czytelnika opowieściami o ludziach i świecie. Trzeba tu wyróżnić przede wszystkim opowiadanie „Cztery tezy starego hidalgo”. Jest to, można by rzecz, subiektywny opis dobrego przyjaciela narratora. Przyjaciel ten Tolik Majdański, Inokentij Nierozlejanigrama, Goły Wasia, dowódca pociągu pancernego, słynny Juan Carlos, kubański rewolucjonista i ukraiński macho jest (jak można się domyślić) postacią nietuzinkową, nieprzeciętną i uroczą. Więc narratorowi nie pozostaje nic innego, prócz dokładnego opisania przygód owego delikwenta. Świetne poczucie humoru, instynkt gawędziarski oraz celność aluzji – no aż chce się wyjąc browar z lodówki i opróżnić go razem z Andrijem (i Tolikiem w tle).

image

źródło fot.: LYUBKA.NET.UA 

Perełką jest opowiadanie o Czechowie, który pewnego dnia zamieszkał wewnątrz narratora. Mimo wszelakich niedogodności żywota dwaj pisarze zostają w końcu przyjaciółmi. Na oklaski zasługuje tu nie tylko sam surrealistyczny pomysł na historię, lecz również powiązanie dobrego humoru, różnorodnych podtekstów oraz nawarstwienie emocjonalne. Aż żal, że „Killer”ma tylko niespełna sto trzydzieści stron, bo podobnych opowieści chciałoby się więcej!

I gdzie ten kiler?

            Andrij Lubka w swoim prozatorskim zbiorze przedstawia nam jedenaście opowiadań. Taka jest też wersja oficjalna. Jednak moim zdaniem tych opowiadań jest co najmniej jedenaście i pół… A jest właśnie tak, bo książkę zamyka tekst pt. „Killer. Maleńka improwizacja na klawiaturze albo próba niemal autorskiego posłowia”. Owo „niemal autorskie posłowie” zaczyna się następującym stwierdzeniem: Tę książkę zaczął pisać mój pradziadek… Więc przechodzimy z ostatniego opowiadania o niby-Andriju-marynarzu do tekstu o Andriju-pisarzu (a może o niby-Andriju-pisarzu?). Nie mnie to rozstrzygać, ale klimat opowiadań ewidentnie nachodzi na ową „próbę niemal autorskiego posłowia”, zapewne dlatego, że jest to „Maleńka improwizacja na klawiaturze albo próba niemal autorskiego posłowia”? Te zagadkę zostawiam czytelnikom, wraz z zachętą do przeczytania owego ostatniego tekstu.

            „Killer” zaczyna się sentymentalnie oraz poetycko i kończy się w taki sam sposób. I warto po niego sięgnąć, choćby dla tej subtelnej nutki poezji, która paruje z wielu kartek, zdań, słów… Nie wiem, czy narrator jest tu prawdziwym kilerem, bo częściej to on jest ranny, niż osobiście zadaje rany. A jeśli mielibyśmy się uprzeć przy tym kilerze, to już prędzej będzie nim sam Lubka, który nie trafia nabojami, ale bardzo celnie trafia słowem… w sam środek serca.

http://katedrakrytyki.pl/post/85749978633/czuly-zabojca-z-ciezka-amunicja-o-debiutanckim-tomie

Коментарі:

Всі права захищено 2012 © lyubka.net.ua